Kiedy
wszedł do rezydencji aktora i zobaczył ją siedzącą na sofie z podciągniętymi
pod brodę kolanami wydała mu się taka krucha i bezbronna. Przecież robił to
wszystko dla pieniędzy, to była jego praca, do której nie dopuszczał emocji.
Ale jednak widok tej dziewczyny coś w nim poruszył. Podszedł do niej, założył
rękawiczki i zabrał się za obejrzenie rany.
- To był
pierwszy i ostatni raz – odezwał się James.
- Chyba
jednak nie do końca pierwszy – odpowiedział Rush zauważając na ręce Lilly
prawie niewidocznego już siniaka.
- No
dobra, nie pierwszy, ale na pewno ostatni.
- Możesz
nas zostawić, chcę w spokoju opatrzyć Twoją narzeczoną.
- Dobra,
nie ma sprawy i tak nie chcę patrzeć na to jak wykonujesz swoja pracę –
powiedział James i poszedł na górę.
Rush wziął
do ręki potrzebne narzędzia i zaczął zszywać ranę. W tym momencie Lilly
popatrzyła mu prosto w oczy. Poczuł jak dreszcz przechodzi mu po plecach. Przez
cały czas milczała i tylko patrzyła tymi swoimi smutnymi oczami. W końcu
przerwał tą niezręczną ciszę pytaniem, jednocześnie zakładając ostatni szew.
- Dlaczego
jesteś z tym draniem? Nie prościej było by to wszystko rzucić i uciec?
- To nie
jest takie proste jak Ci się wydaje – odpowiedziała Lilly. Do tego trzeba mieć
siłę, której nie mogę w sobie odnaleźć.
- Dam Ci
jedną radę. Uciekaj póki możesz – powiedział Rush i wręczył jej wizytówkę, na
której napisał swój prywatny numer telefonu. - Schowaj ją i w razie potrzeby
dzwoń – dodał.
Sam nie
wiedział dlaczego to zrobił. Przecież nigdy nie podchodził do tych spraw w ten
sposób. Dziś poczuł, że ta dziewczyna potrzebuje pomocy, a on bardzo chce jej
udzielić. Lilly wzięła karteczkę i schowała ja do kieszeni. W tym momencie do
salonu wszedł James z pieniędzmi.
- Dziękuję
Rush – powiedział w stronę lekarza i wręczył mu wynagrodzenie.
- Niech
zmienia opatrunek co drugi dzień, szwy same się rozpuszczą – odpowiedział Will
i schował pieniądze do torby.
Po wyjściu
Rusha Lilly zamknęła się na górze w sypialni. Nie chciała nawet patrzeć na
swojego oprawcę. Kołatały jej w głowie słowa lekarza. Było w nim coś dziwnego,
intrygującego. Sama nie wiedziała jak to nazwać. Po kilku chwilach zmorzył ją
sen.
Rush jadąc
ulicami LA myślał o swojej niedawnej pacjentce. Cały czas miał przed oczami jej
smutny wzrok. Chciał, żeby zadzwoniła, liczył na to. Ale z drugiej strony to by
oznaczało, że dzieje się coś złego, a tego dla niej nie chciał. Poznał ją przed
chwilą, a wydawała mu się dziwnie bliska. Z zamyślenia wyrwał go dźwięk
telefonu.
- Co tam
Eve?
- Rush
masz nowego pacjenta. Jesteś jakieś 10 minut od jego domu. Wyślę Ci adres
sms-em.
- Dobrze.
Powiedz mu, że jestem w drodze.
Skończył
rozmowę, włączył jeden z wielu lubianych kawałków w radiu, po czym łyknął małą
białą tabletkę, która dawała mu energię na resztę dnia. Był uzależniony nie
tylko od leków, ale i narkotyków. Jak sam twierdził miał nad tym pełną
kontrolę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz