czwartek, 27 września 2018

SEZON 1 ODC. 1

Kiedy wszedł do rezydencji aktora i zobaczył ją siedzącą na sofie z podciągniętymi pod brodę kolanami wydała mu się taka krucha i bezbronna. Przecież robił to wszystko dla pieniędzy, to była jego praca, do której nie dopuszczał emocji. Ale jednak widok tej dziewczyny coś w nim poruszył. Podszedł do niej, założył rękawiczki i zabrał się za obejrzenie rany.

- To był pierwszy i ostatni raz – odezwał się James.
- Chyba jednak nie do końca pierwszy – odpowiedział Rush zauważając na ręce Lilly prawie niewidocznego już siniaka.
- No dobra, nie pierwszy, ale na pewno ostatni.
- Możesz nas zostawić, chcę w spokoju opatrzyć Twoją narzeczoną.
- Dobra, nie ma sprawy i tak nie chcę patrzeć na to jak wykonujesz swoja pracę – powiedział James i poszedł na górę.
Rush wziął do ręki potrzebne narzędzia i zaczął zszywać ranę. W tym momencie Lilly popatrzyła mu prosto w oczy. Poczuł jak dreszcz przechodzi mu po plecach. Przez cały czas milczała i tylko patrzyła tymi swoimi smutnymi oczami. W końcu przerwał tą niezręczną ciszę pytaniem, jednocześnie zakładając ostatni szew.
- Dlaczego jesteś z tym draniem? Nie prościej było by to wszystko rzucić i uciec?
- To nie jest takie proste jak Ci się wydaje – odpowiedziała Lilly. Do tego trzeba mieć siłę, której nie mogę w sobie odnaleźć.
- Dam Ci jedną radę. Uciekaj póki możesz – powiedział Rush i wręczył jej wizytówkę, na której napisał swój prywatny numer telefonu. - Schowaj ją i w razie potrzeby dzwoń – dodał.
Sam nie wiedział dlaczego to zrobił. Przecież nigdy nie podchodził do tych spraw w ten sposób. Dziś poczuł, że ta dziewczyna potrzebuje pomocy, a on bardzo chce jej udzielić. Lilly wzięła karteczkę i schowała ja do kieszeni. W tym momencie do salonu wszedł James z pieniędzmi.
- Dziękuję Rush – powiedział w stronę lekarza i wręczył mu wynagrodzenie.
- Niech zmienia opatrunek co drugi dzień, szwy same się rozpuszczą – odpowiedział Will i schował pieniądze do torby.
Po wyjściu Rusha Lilly zamknęła się na górze w sypialni. Nie chciała nawet patrzeć na swojego oprawcę. Kołatały jej w głowie słowa lekarza. Było w nim coś dziwnego, intrygującego. Sama nie wiedziała jak to nazwać. Po kilku chwilach zmorzył ją sen.
Rush jadąc ulicami LA myślał o swojej niedawnej pacjentce. Cały czas miał przed oczami jej smutny wzrok. Chciał, żeby zadzwoniła, liczył na to. Ale z drugiej strony to by oznaczało, że dzieje się coś złego, a tego dla niej nie chciał. Poznał ją przed chwilą, a wydawała mu się dziwnie bliska. Z zamyślenia wyrwał go dźwięk telefonu.
- Co tam Eve?
- Rush masz nowego pacjenta. Jesteś jakieś 10 minut od jego domu. Wyślę Ci adres sms-em.
- Dobrze. Powiedz mu, że jestem w drodze.
Skończył rozmowę, włączył jeden z wielu lubianych kawałków w radiu, po czym łyknął małą białą tabletkę, która dawała mu energię na resztę dnia. Był uzależniony nie tylko od leków, ale i narkotyków. Jak sam twierdził miał nad tym pełną kontrolę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz